w beznadziejnej, syfiastej codzienności szukam uśmiechu, rzeczy dobrych, pięknych i pozytywnych.. 1 dzień -1 pozytyw
RSS
wtorek, 19 października 2010
kot

 

 

moja praca się zmieniła. na gorszą

mój dom tak samo.

mój mężczyzna najwidoczniej do niczego mnie juz nie potrzebuje.

moja przyjaciółka ma teraz inny piękny świat.

moi bliscy się zmieniają, nieodnajduję w nich "moich" choć przecież nadal są "bliscy".

 

nic.

dziś (i nie tylko dziś) nic nie powduje uśmiechu

prawie nic:

mój kot leży przytulony na moich kolanach, mruczy zupełnie nieświadomy otaczającego nas świata....

 

 

.

 

 

 

 

23:21, lemonowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010
od czego by tu...


...piegi, nieopalony ślad po opasce All, zaliczona "Księga Imion", "PS. Kocham Cię" i 'Koniec świata w Breslau" (specjalnie w tej kolejności), kilka nowych adresów email, nowe ginowe smaki, i stare wytęsknione smaki, nowe i potwierdzone opinie o sąsiadach naszego pięknego kraju a także jego własnych obywatelach..ciepło nie do zniesienia i komary, dużo myśli, mniej słów, mini depresja z tesknotą za domem, zachodzące słonce pomiędzy palmą a linią morza, niepewność wulkanowa, przegapiony pogrzeb.
tyle
dwa tygodnie minęły jak jeden dzień, teraz wydaje m sie że to było tak strasznie dawnnnno temu...

czas najwyższy na powrót do rzeczywistości
rzeczywistość różowa nie jest, nawet pod fiolet nie podchodzi, ale ..staram sie nie mysleć za dużo o rzeczach złych, przykrych i tych na które nie mam już wpływu.. czekam na to co przyniesie przyszłość, trzymając kciuki żeby mnie to nie zabiło..

zbliża się lato. owszem pomaleńku, nieśpiesznie, czasem ogrzeje, czasem nie ale w powietrzu czuć już tą atmosferę.. moze wydaje mi sie tak bo miałam na własność niedawno kawałek "prawdziwego" lata ale nie może tak być do końca bo jak przytulam kota to czuje że futerko pachnie mu słońcem, letnim deszczem i wylegiwaniem się na tarasie- a to przecież zwiastuny wakacji;)
kot drugi jak już o kotach, najpierw odgryzł myszce (zabawce) ogonek a potem zgubił ją zrzucając z balkonu... odtąd myszka leży w rozkopanej przez robotników ziemi a ogoka nie widziałam już nigdy :]

.

idę sie dalej powoli oswajać z rzeczywistością, na zimny taras, z zabronionym winem i równie niewskazanym papierosem ale za to z myślami i wspomnieniami, wśród zapachu pomarańczy ze świeczkowego kominka i dwoma kotami!

dobranoc:)

 

21:36, lemonowa
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 maja 2010
.

nie pisałam od dawna, wiem.. ale nadrobię juz niedługo.

promiss!

:]

 

14:46, lemonowa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 kwietnia 2010
bez tytułu

11:38, lemonowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 kwietnia 2010
święta i poświęta ch..

gdzie to wszystko co było w wyobraźni, gdzie nastrój, gdzie "rodzina"?
czas ucieka tak szybko, że wszystko przestaje mieć znaczenie..
konsumpcjonizm zerzarł święta. o.
(obiecuje sobie że jeśli kiedyś będę mieć własną rodzinę to będę walczyć o to żeby był to niezwykły dla nas czas..)

ale co by nie narzekać jak zielona pacyna ze śmietnika czy tez typowy polak :) uznaję święta za udane! ale: za krótkie, za mało rodzinne, za mało aktywne i za mało tradycyjne (nawet chyba dałabym się zaciągnąć do kościoła -jakby już ktoś próbował mnie ciągnąć:])

meritum. nadmiar dobrych kalorycznych! rzeczy, kilka zabawnych tekstów mówionych przez dziadków mojego niemęża, trochę uśmiechów, trochę wyborowej, ogólnie panujący zapach gotowanych jajek który jest dla mnie nie do zniesienia i ciasta... pierwsze w życiu mazurki, standardowe babki i ..ani jednej własnoręczni zrobionej pisanki w tym roku -tego nie moge sobie darować.

 

 

 

ot. święta.

następne będą jeszcze lepsze :)

 

z innej beczki

dzisiaj rocznica śmierci Kurta Cobaina. liczyłam 5 razy bo sama nie mogłam uwierzyć ale to już 16. 16 lat!

Nigdy nie byłam wielkim fanem nirvany, na to miano trzeba sobie zasłużyć, lecz muzyka zaznaczyła się w moim sercu i głowie na zawsze w połączeniu z wydarzeniami jakie miały kiedyś miejsce. sama miałam wtedy 16 lat.

smutny pan w sweterku. nie oceniam. dziękuję

źródło: http://www.islandcrisis.net/wp-content/uploads/2010/02/kurtcobain.jpg

a moje włosy to hołd dla jego twórczości i emocji :)


22:49, lemonowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 kwietnia 2010
dzisiaj ryba :)

znalazłam się dziś zupełnym przypadkiem (naprawdę!..) przed wystawą Apartu. potwierdzam więc wczorajszą notkę- kamienie są boskie, na żywo tym bardziej.

Ponieważ na przeciwko był sklep Swarovskiego postanowiłam rzucić okiem, choć nie kręcą mnie takie błyskotki to absolutnie kompletnie rozwaliła mnie czerwona welonka z kamyczków, tak tak to taka dziwna, brzydka i gruba ryba z wyłupiastymi oczami :) ... wisiorek jest uroczy. uroczy? nie on wbija w podłogę gdy próbuje się zlokalizować gdzie patrzy dane oko :) w ogóle co za szatański pomysł projektanta... loveit! :)

na stronie wygląda słabo, polecam zobaczyć na własne nierozbiegane oczy :]

http://www.swarovski.com/Web_PL/en/1040962/product/Lychee_Large_Pendant.html

21:06, lemonowa
Link Komentarze (1) »
kiepsko..

dziś naprawdę pracowo jest kiepski dzień.

 

dla poprawy humoru jedna z moich starych sprawdzonych metod..

blask, mruganie, szeptanie, perlisty śmiech i uwodzicielskie kształty szlachetnych kamieni to dla mnie wrażenia bez porównania z niczym innym.. to migotanie uspakaja a zarazem ożywia, pobudza i bez wątpienia wyzwala pozytywne emocje :D Różne kształty kamieni otulone kawałkiem dobrego metalu tworzą niezwykłe formy.. kiedyś marzyłam o projektowaniu takowych, za namową porzuciłam tą kiełkującą jeszcze w dzieciństwie pasję (myślę że może jednak do tego wrócę..za 20 -30 lat, jeśli oczy pozwolą..)

/źródło istockphoto.com i apart.pl :)/

dobrej, pieknej nocy życzę.. z milionami damentów ukrytych na niebie :]

02:00, lemonowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 marca 2010
dobrywieczór

nie wiem sama jak zakwalifikować mój nastrój.

włosy jeszcze pachną chlorowaną wodą z basenu. to z koleji przypomina mi, że nigdy jeszcze nie pływało mi się tak koszmarnie źle.. to natomiast oznacza, że dziś pierwszy (od daaaawna) dzień bez kolacji...

ilość zjedzonych ostatnio czekoladek przekroczyła granice rozsądku. za dni kilka święta. potem zaś urlop..bakhlava i inne cuda wianki

dieta czeka na swoją kolejkę po powrocie.

tak.

 

jako że dziś kolacji brak zadowalam się zapachami mega skomplikowanej potrawy mojego M (y, czyli jednak można gotować i eksperymentować w kuchni mimo, że to zajmuje troche czasu!) i smakiem wina które dziś udaje mój ostani posiłek :)

 

btw. co wybrałabym na mój "ostani posiłek" (zakładając że jestem skazańcem i w ogóle mam opcję wyboru :])? zawsze się nad tym zastanawiam i mam dylemat.. pewnikiem jest to zupa pomidorowa z ryżem, jakieś dobre wino rioja do dania głownego i schłodzony arbuz na deser.

A danie główne? jeszcze nie wiem. chyba dobrze się nad tym zastanowię zanim popełnię jakąś zbrodnię :]

 

Wracając do wina.. Shiraz Cabernet..z Marks & Spencer, z moją ulubioną ikonką "vegetarian" :) wino otwarte w sobotę. pewnie dlatego czuję, że jego moc powoli słabnie..

na szczęście ratuje go kolor i dźwięki starych przebojów Michaela Jacksona..

/to zabawne jak człowiek staje się sentymentalny, słaby i wrażliwy w obliczu muzyki z "dzieciństwa", muzyki przez duże M, która odcisnęła się nie tylko na uszach ale i na sercu/

 

 

Geez, ileż Ty możesz chlać? x_X
a ile jest?

/cytat z nieśmiertelnego basha :)/

 

żartowałam..to nie aluzja..... chociaż zależy od okazji ;)

 

A wracając na chwilę do Michaela, strasznie żałuję, że nie zdążył stworzyć jeszcze "czegoś".. czegoś takiego jak te utwory, których prawie każdy słucha do dziś (mimo iż kilka lat temu słuchanie go byłoby swego rodzaju "obciachem"... ludzie..), przy których mimowolnie zaczyna ruszać się stopa, a palce dłoni wybijają rytm na czymkolwiek... Z drugiej strony jest jakieś niezdrowe poczucie, że lepiej że nie dożył starości ze swoimi problemami (fizycznymi. w psychiczne nie wnikam, i wydaje mi sie że mogłabym jedynie współczuć..).

głos, artyzm, wrażliwość, talent to wszystko z pewnością rekompensuje wygląd, pod warunkiem że nie chodzi o własny..  tak naprawde to wszystko bez znaczenia, poprostu brakuje go na tym śmieszym smutnym świecie.

I wśród wszystkich wspaniałych melodii i słów ciężko wybrac tą jedną. dla mnie, jeśli musiałabym zdecydować, to ta:

..

Liberian Girl
You Know That You Came
And You Changed My World,
I Wait For The Day,
When You Have To Say
"I Do,"
And I'll Smile And Say It Too,
And Forever We'll Be True
I Love You, Liberian Girl,
All The Time

.....

RIP

/żródło http://i889.photobucket.com/albums/ac100/Elda_Grey/BeautifulFace.jpg/

 

 

00:25, lemonowa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 marca 2010
dawno nie pisałam

bo w sumie nie za bardzo było o czym ( a moze bardziej kiedy)

nie to że nie było się z czego ucieszyć przez ostatnie dni, śmiech mojej mamy na pierwszym miejscu :) czas upłynął (poza obowiązkami rzecz jasna) na spotkaniach z rodziną i powrocie do smaków dzieciństwa (czytaj wódka z sokiem porzeczkowym i krupnik:])

miałam dziwny sen

pokój wypełniała woda, ciemna, brudna, ledwo przejrzysta, mniej więcej do wysokości pasa. w wodzie pływały krokodyle, węże które zrzucały skórę i nie wiem sama co jeszcze tam było.. po ścianach chodził wielki pająk a ja zastanawiałam się jak szybko wychodować myszy żeby nakarmić węże (zanim zjedzą coś/kogoś innego:])

taa..

lubię zwierzęta. baardzo. krokodyle również:) ale jak na moje potrzeby.. zdecydowanie wystarczają mi na codzień dwa czarne koty. Jeden właśnie przyszedł sie przytulić i poprzeszkadzać :)

moje!! :*


btw: http://soz.jedenprocent.pl/

 

..jeszcze 16 dni do wyjazdu. na dzień dzisiejszy nie mam na to kompletnie ochoty..

 

 

edit: to nie jest "dziwny" sen, to całkiem poytywny scenariusz jak na moje możliwości :)

21:41, lemonowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 marca 2010
a musi być jakiś tytuł?


"Gdybyśmy więcej spali, popełnialibyśmy mniej błędów". W. Mołotow

true.

ostatnio w ogóle nie mam czasu.. i to chyba dobrze, jak mawiał pewien starszy człowiek, Pan Michałowski: "jak sie nie ma czasu to nie ma też kiedy myśleć o złych rzeczach"..no coś w tym jest przyznaję bo choć nie jest dobrze to uśmiech nie schodził mi z twarzy :]

powodów jest trochę.. orszak powitalny złożony z kotów sztuk dwie, parmezan do wszystkiego, wino z Frydek Mistek:), pochwalenie projektu, szybkie śniadanie w słońcu, nocne zabawy w gotowanie, 20o C wieczorem! i film, pierwszy w którym Ashton Kutcher zaczyna wyglądać jak facet (a nie tylko jak "ładny chłopiec"), choć droga przed nim jeszcze długa :).

 

na marginesie

zaniedbałam swoje konto na serwisie genealogicznym. bardzo zaniedbałam.

nie logowałam się i nie wprowadzałam żadnych zmian. do dzisiaj, kiedy to dostałam od kochanego serwisu alert, z przypomnieniem o 83 urodzinach mojej babci, które byłyby jutro.....

"Wyślij życzenia!"

Dobrze.. ale gdzie?...

 

nie da sie cały czas mieć uśmiechu na buzi.

 

21:42, lemonowa
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2